Dwa szczyty, jedna długa przygoda
Jesień zbliża się wielkimi krokami, dni robią się coraz krótsze, więc postanowiliśmy przyspieszyć projekt zdobywania Korony Gór Dolnego Śląska. Tym razem — Rudawiec i Kowadło. Trasa długa, daleko od domu, więc zabraliśmy ze sobą pełen zestaw wsparcia: Michała, Edytę i Piotrka. Wesołą ekipą ruszyliśmy skoro świt.
Już na parkingu złapało nas pierwsze zaskoczenie: samochody wszędzie. Dosłownie wszędzie. Udało się znaleźć ostatnie wolne miejsce i mogliśmy zaczynać.
Wędrówka na Kowadło
Początek był łagodny… przez jakieś 5 minut. Szeroka droga szybko dała o sobie znać — niby nic trudnego, ale nachylenie „robiło robotę”. To był typ szlaku, w którym za każdym zakrętem liczysz na chwilę płaskiego. I za każdym zakrętem — rozczarowanie.
W powietrzu było rześko, ale szybko zaczęliśmy zdejmować warstwy. Szlak skręcił w węższą ścieżkę, która każdym krokiem stawała się bardziej stroma. Wysokie stopnie z kamieni, ślisko, nogi wchodzące coraz wyżej. Moi kompani wystrzelili do przodu jak na zawodach — zdecydowanie za szybko jak na wycieczkę w góry, a nie Wyrypę Górską z limitem czasu.
Na szczycie było tłoczno — Kowadło leży w Koronie Gór Polski, pogoda dopisywała, więc ludzi nie brakowało. Miejsca mało, widoków niewiele, więc zjedliśmy szybkie śniadanie i ruszyliśmy dalej.
W stronę Rudawca
Pierwszy odcinek prowadził tą samą stromą ścieżką, którą wchodziliśmy. Tym razem jednak mogliśmy podziwiać widoki, na które wcześniej… po prostu nie mieliśmy siły patrzeć. Liczyłam na to, że teraz będzie z górki, ale szlak miał inne plany.
Po zejściu przyszło kolejne podejście — wśród wysokich traw, z pięknymi panoramami. Urokliwie i spokojnie. Następnie szlak wypłaszczył się i przez długi czas szliśmy łagodnym traktem przypominającym okolice Świeradowa Zdroju. Spotykaliśmy rodziny na rowerach, a nad doliną górował samotny zamek. Piotr z Edytą zapomnieli, że to nie są zawody i zostawili nas w tyle, a my mogliśmy maszerować w rodzinnej atmosferze ciesząc się przestrzenią.
Po krótkiej przerwie na drugie śniadanie ruszyliśmy w stronę Rudawca. Warto wiedzieć, że fragment trasy przebiega po czeskiej stronie i tam obowiązuje zakaz wprowadzania psów — jeśli chcesz zabrać pupila, trzeba wybrać inną drogę.
Ostatnie podejście wyglądało na straszne tylko na profilu trasy. W praktyce skończyło się zanim zdążyłam się zdenerwować. Szczyt, podobnie jak Kowadło, nie zachwycił widokami, ale gościł sporą liczbę turystów. Chłopaki poszli szukać panoram, a my z Michałem wcinaliśmy krówki.
Zejście i powrót
Droga powrotna znów zaczęła się znajomo — fragmentem, który już znaliśmy. Później odbiliśmy w strome zejście, bo skoro podejście było łagodne, to Bartek oczywiście musiał znaleźć nam choć trochę adrenaliny na koniec.
Zmęczenie dawało o sobie znać, ale tempo trzymaliśmy równe. Piotr po drodze zdążył zrobić pół tysiąca zdjęć. Ostatni fragment prowadził szeroką drogą wzdłuż rzeki — spokojnie, przyjemnie, aż dotarliśmy do auta.
To była trasa pełna kontrastów: stromo i łagodnie, szeroko i wąsko, z tłumami i z ciszą. I z widokami tam, gdzie się ich najmniej spodziewaliśmy.
Kowadło i Rudawiec — ciekawostki
Kowadło (989 m n.p.m.)
najwyższy szczyt Gór Złotych po polskiej stronie,
należy do Korony Gór Polski,
mimo niewielkiej wysokości potrafi zaskoczyć stromym podejściem,
szczyt jest zalesiony, więc panoram brak — tu liczy się satysfakcja z wejścia.
Rudawiec (1112 m n.p.m.)
drugi najwyższy szczyt Gór Bialskich,
leży przy samej granicy z Czechami,
zaliczany do Korony Gór Dolnośląskich,
także pozbawiony widoków, ale droga dojścia wynagradza wszystko.
A co w okolicy?
Jaskinia Niedźwiedzia w Kletnie – najpiękniejsza jaskinia w Polsce.
Śnieżnik – majestatyczna góra z nową wieżą widokową.
Międzygórze – urokliwa miejscowość z Wodospadem Wilczki.
Zamek w Javorníku – widoczny z trasy, robi ogromne wrażenie.
Chcesz zdobyć całą Koronę Gór Dolnego Śląska?
Rudawiec i Kowadło to tylko dwa z 23 szczytów wchodzących w skład Korony Gór Dolnego Śląska!
A pełen przewodnik znajdziesz w naszym ebooku „Korona Ci z nieba nie spadnie”.
W środku czeka na Ciebie:
✔️ 17 gotowych tras, dzięki którym nie musisz nic planować,
✔️ zdjęcia, opisy, wskazówki i mapy do każdego wyjścia,
✔️ listy sprzętu i przydatnych rzeczy do plecaka,
✔️ plany treningowe i praktyczny rozdział o odżywianiu,
✔️ dostęp do zamkniętej grupy na Telegramie, gdzie wspólnie się motywujemy.
Jeśli kochasz góry — ten ebook skróci Ci drogę do szczytów (dosłownie i w przenośni 😉).

