Skip links

Skalny Stół i Śnieżka

Finał Korony w chmurach

Początek listopada. Zaduszki. Pogoda… delikatnie mówiąc: mało zachęcająca. Prognozy straszyły deszczem, wiatrem i śniegiem. Nikt nie chciał z nami jechać. Ostatecznie zdecydowali się tylko Asia i Sinan – chyba bardziej z wiary w moje „zamawianie pogody” niż w same prognozy.

Droga była prawie pusta. Zaparkowaliśmy pod skałami i ruszyliśmy w stronę Skalnego Stołu. Na dole było nawet przyjemnie. Szeroka droga, równe tempo, rozmowy. Mieliśmy wrażenie, że słońce za chwilę wyjdzie zza chmur i znowu będziemy mogli ogłosić światu, że prognozy się nie sprawdziły.

Szliśmy dziarsko… aż nagle zorientowaliśmy się, że brakuje Sinana. Dla niego to nie była łatwa trasa, a tempo – jak to bywa – niepostrzeżenie wzrosło. Czekamy. Obiecujemy poprawę. Ruszamy wolniej. Garmin pokazuje mi tętno poniżej 80 – idealnie, bo przecież nie każda trasa musi być wyścigiem.

Minęło może pięć minut. Znowu rozmowy, znowu tempo poszło w górę. Zatrzymujemy się. Sinan z daleka krzyczy, że rezygnuje i wraca do auta. Oczywiście się nie zgadzamy. Wiemy już, co przed nami, więc obiecujemy, że naprawdę zwalniamy.

Zaczyna lekko siąpić.

Wchodzimy na wąską, krętą, kamienistą i stromą ścieżkę. Bartek – jak zwykle – dba o to, żeby nie było nudno. Nikt już nie rwie do przodu. Przystanki na czekanie na Sinana stają się… cudownym odpoczynkiem. Idziemy wśród drzew, bez widoków, ale za to osłonięci od deszczu. Kilka dni wcześniej leżał tu śnieg – teraz jest mokro i ślisko, ale białego puchu już nie ma.

To wspinaczka. Powolna. Żółwia. Nawet nie pytam, ile jeszcze – kiedyś tędy schodziłam i wiem, że to potrwa. Z dwojga złego i tak wolę wchodzić niż schodzić.

Gdy zbliżaliśmy się do końca tej ścieżki, pojawili się pierwsi turyści. Do tej pory było dziwnie pusto. Za naszymi plecami odsłonił się widok na dolinę przykrytą białą kołdrą chmur. To te chmury, które do tej pory były nad nami. Znaleźliśmy się pomiędzy warstwami. Nad nami – kolejne chmury. Słońca tym razem nie było.

W oddali zobaczyliśmy Śnieżkę, już wyraźnie pokrytą śniegiem. Ale najpierw Skalny Stół.

Ścieżka była wąska, błotnista, ale już niestroma – można powiedzieć, że tu odpoczywaliśmy. Jedyny minus: zimny wiatr i uporczywy, zacinający deszcz. Na szczycie musieliśmy chwilę poszukać tabliczki – schowana była nieco głębiej. Szybkie zdjęcia. Chwila patrzenia na widoki. Nie wiedzieliśmy jeszcze, że to ostatnie widoki tego dnia.

Wracamy tą samą drogą. Kamienie śliskie, więc ostrożnie. Przed nami dopiero jedna trzecia trasy. Kierunek: Śnieżka.

Po czeskiej stronie zauważamy schronisko. Chowamy się pod ścianą, pijemy gorącą herbatę. Jest zimno, więc nie siedzimy długo. Ruszamy. Kolejne strome podejście. Sinan chce zawracać, ale jest już za daleko. Gdyby wiedział, co nas czeka… nikt by go nie zatrzymał.

Na szlaku pojawiają się pierwsze płaty śniegu. Cieszymy się – to pierwszy śnieg, który widzimy w tym roku. Niestety, szybko okazuje się, że to nie najlepszy znak. Śnieg bywa zdradliwy. Momentami zapadamy się po kostki, a czasem znika zupełnie. Na szczęście nie jest ślisko – raczki jeszcze nie są potrzebne.

Idziemy grzbietem. W chmurach. Przed nami majestatyczna Śnieżka – Królowa Sudetów. Widoki znikają, ale sam szczyt robi ogromne wrażenie. Idziemy konsekwentnie. Sinan po drodze „czule” pozdrawia całą ekipę, a my tylko myślimy, że gdyby od stycznia realizował plan przygotowujący do takich wyjść, dziś szedłby równym tempem.

W pewnym momencie robimy zdjęcie ze szczytem w tle. Przeczucie mówiło nam, że to może być ostatni moment, gdy w ogóle go widać. I mieliśmy rację.

Na skrzyżowaniu z głównym szlakiem jesteśmy już solidnie zmęczeni. Zakładamy raczki – widzimy oblodzoną kostkę brukową. Nie odpoczywamy długo, bo wiatr, deszcz i temperatura robią swoje.

Ruszamy. Ja z Bartkiem przodem, Asia i Sinan z tyłu. Chmury gęstnieją, po chwili już się nie widzimy, ale słyszymy doskonale. Ten odcinek mija szybciej, niż się spodziewaliśmy. Nagle… jesteśmy pod szczytem.

Radość Sinana – bezcenna.

Ostatnie podejście. Zdjęcie pod tabliczką. Jest nam potwornie zimno, więc wchodzimy do czeskiego schroniska (Obserwatorium nadal zamknięte). Grzejemy się, jemy coś ciepłego. Siedziałoby się dobrze… ale trzeba wracać.

Zejście: chmury, łańcuchy, lód, kamienie. Ja idę bardzo wolno, kurczowo trzymając się łańcuchów. Sinan… jakimś cudem dostaje skrzydeł. Nie wiem, skąd ludzie mają tyle energii na zejściach, kiedy chwilę wcześniej ledwo żyli pod górę.

Niżej szybki marsz w stronę Domu Śląskiego. Bez przystanków. Ale zejścia też potrafią dać w kość. Sinan parł do przodu i… kolana odmówiły współpracy. Kiedy zeszliśmy na skraj parku narodowego, zaparł się, że dalej nie idzie. Zostało 5 km – przez miasto.

Zostawiliśmy go w restauracji i ruszyliśmy po auto. Na końcu jedyne sensowne skrócenie trasy – i już. Parking. Zmarznięci, zmęczeni, ale szczęśliwi.

Na koniec: burgery w Jeleniej Górze. Najlepsza możliwa nagroda za finał Korony.

Słowo o Skalnym Stole

Skalny Stół (1281 m n.p.m.) to jeden z mniej oczywistych szczytów Karkonoszy. Nie imponuje wysokością ani rozległymi panoramami, ale oferuje surowy, górski klimat i piękne fragmenty grzbietowe. Trasa bywa wymagająca technicznie – szczególnie w mokrych lub zimowych warunkach.

Słowo o Śnieżce

Śnieżka (1603 m n.p.m.) – najwyższy szczyt Sudetów i jeden z najbardziej charakterystycznych punktów w Polsce. Pogoda potrafi tu zmienić się w kilka minut, a warunki często są znacznie trudniejsze niż w dolinach. To góra, która uczy pokory i planowania.

Co warto zobaczyć w pobliżu?

Dom Śląski – kultowe schronisko pod Śnieżką

Karpacz – idealny na nocleg lub regenerację

Wodospad Kamieńczyka i Szklarki

Szlaki czeskiej strony Karkonoszy – często spokojniejsze i bardzo widokowe

Podsumowanie

Skalny Stół i Śnieżka były ostatnią trasą z naszego ebooka i idealnym zwieńczeniem całej Korony Gór Dolnego Śląska. Było wszystko: zmęczenie, zimno, chmury, śnieg, emocje i ogromna satysfakcja.

Jeśli chcesz przejść te szczyty bez zgadywania, bez błądzenia i z głową, wszystkie trasy Korony Gór Dolnego Śląska znajdziesz w ebooku „Korona Ci z nieba nie spadnie” – sprawdzone w terenie, opisane krok po kroku i dopasowane tak, by góry były wyzwaniem, a nie walką o przetrwanie.

To była nasza ostatnia trasa.
Ale Twoja dopiero może się zacząć 💚