Skip links

Śnieżnik

Randka w górach, o której nie zapomnę

Dzień po wyprawie na Skalnik ruszyliśmy z Bartkiem na… randkę w góry. Celem był Śnieżnik. Zależało nam, żeby zrobić go zanim spadnie śnieg, więc padło na początek września – idealny moment, kiedy góry zaczynają pachnieć jesienią, ale jeszcze nie zmuszają do raków i czekanów.

Pojechaliśmy tylko we dwoje. I dobrze, bo jak się później okazało – była to decyzja idealna.

Parking pełen ludzi i brak toalet – klasyk

Kiedy dojechaliśmy pod parking, widok nas zaskoczył – samochodów więcej niż grzybów po deszczu. Szybka orientacja i już wiedzieliśmy, że odbywa się tu jakaś impreza, więc tłumy gwarantowane.

Zanim ruszyliśmy na szlak, postanowiliśmy znaleźć toaletę. Nie znaleźliśmy. Toalety zresztą też nie. Więc… lekko zeszliśmy ze szlaku 😉 Ci, co wiedzą – wiedzą.

🥵 Bartek planował trasę… więc oczywiście poszliśmy najbardziej stromym podejściem

Pierwsze metry – bajka. Szeroko, komfortowo, prawie płasko.

Ale jeśli trasę planuje Bartek, to wiadomo, że sielanka szybko się skończy.

Na pierwszym skrzyżowaniu okazało się, że nasz szlak idzie prosto w niebo. Wąski, stromy, bezlitosny. Po kilku minutach oboje zdejmowaliśmy warstwę za warstwą, bo powietrza brakowało, tętno podskoczyło, a końca nie było widać. Samego szlaku zresztą też – wyobrażenie wejścia tą stroną zimą? Nie chcę nawet o tym myśleć.

Kiedy wreszcie wdrapaliśmy się na łagodniejszy odcinek, zobaczyliśmy, że jesteśmy już ponad chmurami. Słońce wyszło, a my – spoceni, zmęczeni, ale szeroko uśmiechnięci – ruszyliśmy dalej.

Ja jak zwykle nie sprawdziłam profilu trasy, więc nie wiedziałam, co mnie jeszcze czeka. Bartek natomiast uśmiechał się spod byka. To nigdy nie wróży niczego dobrego.

I oczywiście – po chwili szlak odbił ostro w prawo, znowu pod górę. Najpierw wąsko między drzewami, później polanką, która tylko wyglądała na łagodną. Na końcu wreszcie zobaczyliśmy schronisko.

Zguba seniorów i nieplanowana akcja ratunkowa

Usiedliśmy przy ławie, Bartek wreszcie przyznał, że jeszcze jedno strome podejście przed nami – tym razem na sam szczyt.

W tym momencie podjechało… auto. Na wysokość schroniska. Pomyślałam, że komuś GPS chyba zrobił psikusa. Ale nie – wysiadła z niego starsza para i drugi pan. Wszyscy w podeszłym wieku. Chwilę później zaczęli zagadywać ludzi, robić zamieszanie, więc podeszliśmy. Okazało się, że… uciekł im pies. Prawdopodobnie poleciał za suczką.

Wzięliśmy ich numer – gdybyśmy go spotkali przy drodze na szczyt.

Kiedy dotarliśmy na Śnieżnik, pierwszą rzeczą jaką zobaczyliśmy był… Żyrafek. Zguba. Tyle że >nigdy< tak szybko nie podjęliśmy decyzji – rezygnujemy z wieży i odprowadzamy go do właścicieli.

Bartek tylko rzucił: „Za mną pójdzie na bank”. I miał rację – pies szedł za nim jak zaczarowany. Ludzie nas mijali i rozpoznawali psa, więc informacja się rozeszła.

Tuż przed schroniskiem Żyrafek przyspieszył, zostawił nas i pognał prosto do właścicieli. Zero wdzięczności. Typowy pies – kocham.

Seniorów już nie było, ale właściciel schroniska obiecał, że dopilnuje, żeby trafił do nich z powrotem.

Coś, co zostanie nam w pamięci na długo

Ruszyliśmy w dół łagodnym szlakiem, szczęśliwi, że mogliśmy pomóc. Po chwili zobaczyliśmy grupę ludzi, a kiedy podeszliśmy bliżej – opadły nam szczęki.

To byli uczestnicy akcji „Łączą nas góry” – organizacji, która pomaga osobom z niepełnosprawnościami zdobywać góry. Specjalne wózki, dwie osoby z przodu, jedna z tyłu, współpraca i totalne zaangażowanie. Widok absolutnie wzruszający.

Kibicowaliśmy im z całego serca. Bartek od razu zaczął pytać wolontariusza o szczegóły. I już wiem, że w jego głowie powstał pewien plan… ale to historia na inną okazję.

Ostatni odcinek i „koledzy”, którzy raczej nie zdali egzaminu

Dochodząc do parkingu minęliśmy trzech mężczyzn, z których jeden wyraźnie cierpiał. Poobcierane stopy, pachwiny pewnie też, twarz mówiła wszystko. Koledzy niby czekali… ale tak, żeby nie musieć odpoczywać za długo. Był to dziwny miks „jesteśmy ekipą” i „śpieszmy się, bo boli”.

Na szczęście do końca było już blisko.

Randka zakończona wodospadem

Wróciliśmy do auta, szczęśliwi i zmęczeni. I pojechaliśmy zobaczyć jeszcze wodospad. Nie ma go w naszym ebooku, ale warto. Zdecydowanie warto.

O Śnieżniku

Śnieżnik (1425 m n.p.m.) to najwyższy szczyt Masywu Śnieżnika i całych Sudetów Wschodnich.
Znany jest z:

surowych zim i bardzo wietrznych warunków,
nowej wieży widokowej, z której panoramy zapierają dech,
pięknych podejść zarówno od strony Międzygórza, jak i Kletna,
dużej różnorodności szlaków – od szybkich i łagodnych, po bardzo strome i wymagające.

To jedno z tych miejsc, gdzie zawsze dzieje się coś ciekawego – czy to w naturze, czy to wśród ludzi.

Co w pobliżu warto zobaczyć?

Wodospad Wilczki – jeden z najpiękniejszych wodospadów Sudetów.
Ogród Bajek w Międzygórzu – świetny punkt dla rodzin.
Jaskinia Niedźwiedzia w Kletnie – obowiązkowy punkt, jeśli lubisz podziemne klimaty.
Ścieżka nad Reglami – dla tych, którzy chcą przedłużyć swoją przygodę.
Czarna Góra – świetne miejsce na trekking i rowery.

Chcesz więcej takich tras?

Śnieżnik, Skalnik i inne górskie wyprawy znajdziesz w naszym ebooku
„Korona Ci z nieba nie spadnie” 💚

To:

✔️ 17 gotowych tras na 23 szczyty
✔️ opisy, zdjęcia, praktyczne wskazówki
✔️ plany treningowe i rozdział o odżywianiu
✔️ lista rzeczy do plecaka
✔️ dostęp do naszej zamkniętej grupy na Telegramie

Jeśli lubisz góry – ten ebook oszczędzi Ci planowania, stresu i… zbędnych kilometrów 😉